Bycie skowronkiem ma sporo zalet, jedną z nich jest to, że z samego rana można podziwiać wschód słońca. A dzisiejsze słońce jest przepiękne, choć czeka mnie pracowity dzień to na pewno wyjdę na spacer! :) Wiem, że to głupie pisać o tym notkę, ale nawet nie macie pojęcia jak się za tym stęskniłam...
Being an early bird means a lot of advantages, one of them is admiring the sunrises. And today's sunrays are simply beautiful! Even though I have arduous work to do, I will certainly go out for a walk! :) I know it's silly to write a post about that but you can't even imagine how much I missed the Sun...
Odkrycie z zeszłego tygodnia, dosłownie zakochałam się w tym albumie. Hipnotyzujący wręcz kawał dobrej jazzowej roboty, Głos Sangeety Bandyopadhyay świetnie współpracuje z instrumentalną świtą Parkera i etnicznymi, plemiennymi motywami. Nigdy bym nie pomyślała, że mogło to być nagrane w 2008. Cóż, ten kawał dobrego jazzu jest ponadczasowy.
Jednak muszę przesłuchać wszystkie (a przynajmniej większość) jego dyskografii żeby móc powiedzieć coś więcej niż oh ah ;)
The last week discovery, I absolutely fell in love with this William Parker's work. Hypnotizing, powerful, spiritual avant- garde jazz music. Voice of Indian singer, Sangeeta Bandyopadhyay collaborates perfectly with Parker’s instrumental retinue and ethnic, tribal themes. I would never think it was recorded in 2008. Well, this good piece of jazz is ageless.
However, I need to get through all (or at least most) of his stuff to write more than the silly ''oh ah'' ;)